Wczoraj były inne plany, ale z tego nie wyszło, bo nie było pewnej pogody. Ruszyłem więc w najbliższą okolicę, która nawet przez miejscowych nie jest za dobrze znana.
Zatem, postanowiłem odwiedzić urocze miejsce, które w ostatnich latach na wskutek chciwości człowieka trochę się zmieniło na gorsze.
Jest w Bytomiu nie jedno takie uroczysko, gdzie przed laty hulał wiatr, śpiewały ptaki i można było się poczuć jak na odludziu. Z góry można było oglądać porastające drzewa, które ocalały i nie ruszyły ich nawet materiały wybuchowe, kiedy prowadzono tu wydobycie dolomitu.
Przez całe stulecia obszar położony pomiędzy Bytomiem a Tarnowskimi Górami był rejonem intensywnej eksploatacji dolomitu i nie tylko. Wcześniej tu i w okolicy były wydobywane rudy cynku, cyny i ołowiu, zwanymi galeną i galmanem, z których najbardziej cennym kruszcem było srebro.
Jeśli chodzi o eksploatację dolomitu, to jego pozyskiwanie datowane jest na koniec XIX w. zaś koniec przypada na końcówkę lat dziewięćdziesiątych XX w.
Ślady eksploatacji dolomitu i innych kruszyw są widoczne do chwili obecnej w postaci kamieniołomów, sztucznych usypisk, które zarosły lasem, lub worpi - czyli zagłębień ziemnych przypominających głęboki lej.



Więcej fotek z opisem: http://szlakiibezdroza.blogspot.com/