
Skoro świt trzeba się zbierać.

Na drogach za Koniecpolem już ostrożnie i powoli, a od Maluszyna autentycznie ślisko.

W Krzętowie -6stC nieco śniegu znaczy całkiem zimowo.

Zdrowy rozsądek zwyciężył i zjazdu od płotu nie było.

Wodowanie

Już wszyscy na wodzie.

jw. a ja wracam za Chałupy. Wracam gdyż chwil kilka wcześniej zawieźliśmy samochody na miejsce planowanego noclegu.

Skarpy poniżej Chałup

To jedno z najpiękniejszych miejsc między Krzętowem a Przedborzem.
Oczywiście są też i inne atrakcje - można zerknąć do fotorelacji z naszego prywatnego
jesiennego spływu.

Jeszcze jedno ujęcie

I plaża na końcu skarp, w lecie miejsce bywa zatłoczone a teraz to niewielki fragment wolny od lodu brzegowego.

Czekając na kajakarzy robię dwa dłuższe spacery po okolicy, koło tego lasku na lewym brzegu
spałem w lecie ubiegłego roku. Swoją drogą większość płynacej dziś ekipy płynęła również wtedy z tym że oni spali daleko za Przedborzem...

Po sąsiedzku bobry buszują na całego.
To pierwszy raz kiedy widziałem w dzień bobra na lądzie, zawsze w wodzie albo na samym brzegu i momentalnie dawały nura do wody. Tym razem był kilkanaście metrów od brzegu, ale zanim uruchomiłem w grubych rękawiczkach aparat to zwierzak był już przy wodzie.

3,5h by z Krzętowa za Chałupy dopłynąć

Reszta dopływa po paru minutach.

Jw. i można brać się za przygotowywanie obozowiska.

Tipi z piecykiem Adama, reszta klasyczne namioty, ja tradycyjnie w samochodzie.

Ognisko chyba do 4 rano płonęło i to co widać na fotce absolutnie nie jest ściętymi żywymi drzewami a "odpadami" leśnymi przytargamymi z sąsiedniej trzebieży.

Poranek zdecydowanie cieplejszy (ok. -3stC) ale też mocno wilgotny. Około 4 rano zaczął padać marznący deszcz który szczęściem do 7 się wypadał.

jw.

Kajaki czekają, ale zbieranie szło bardzo, bardzo opornie i ostatecznie ruszają około godz. 13

Mijają Przedbórz

jw.

Tym razem alerty się sprawdziły i wczesnym popołudniem na drogach był koszmar. Może tego nie widać tak na fotce ale tam był czysty nierówny lód...

Plan zakładał dopłynięcie do Tarasu, gdzie okazało się rzeka całkiem skuta lodem.

Taras widok w górę rzeki

Więc awaryjnie i na wariata ekipa schodzi na ląd w Pysowej. Szczęściem ten lód brzegowy był bardzo mocy i wytrzymał ciężar momentami dwóch chłopa i kajak.

Do drogi kawałeczek po zmrożonej łące z kajakami na sznurkach.

Powrót dość emocjonujący - do Grodziska, czyli praktycznie granicy woj. Łódzkie/Śląskie 40-45km/h, tylko na wojewódzkiej nieco szybciej. To również lód, teoretycznie posypany piaskiem ale chyba dzień wcześniej i na wierzchu już nowa warstwa lodu.
Powrót do spisu wycieczek »»»