Totalnie spontaniczny szybki wyjazd do Białej Wielkiej na kajak.
Musiałem sprawdzić samochód (2 miesiące u mechanika), zobaczyć przed sezonem jak ogólnie sytuacja na rzekach wygląda, no i poruszać się nieco, bo na ubiegło weekendowy spływ po Czarnej Włoszczowskiej się nie udało dotrzeć. W Białce pomijając powodzie zawsze jest podobny poziom i co w sumie zaskoczyło brak po zimie drzew w nurcie. Ze względu na spływy pontonowe koryto jest przeczyszczone ale tak w sam raz - szlak jest drożny, nie przerobiono rzeki na kanał i drzew wymuszających manewrowanie jest tak akurat.
Przyroda na tym przecinaniu raczej nie cierpi, a Białka Lelowska jest najpiękniejszą rzeką "około jurajską", szkoda że odcinek taki krótki.
Technicznie - samochód zostaje pod bramą Pałacu Zwierkowskich w Białej, woduję się na błotnistej płyciźnie i pod prąd za most na DW794
w Lelowie (ujście Wąwoźnianki czyli kanału spustowego z zalewu w Lelowie). Z nurtem do młyna w Białej Wielkiej i pod prąd kawałek pod pałac - ok. 8km, równe 2h na wodzie.
Bez żadnego, nawet śladowego pośpiechu :)
Poprzednie pływanie na Białce Lelowskiej
wiosną 2014r. i
lato 2018r.
Komercyjnie wypożyczamy na Białkę kajaki, ale raczej jedynki (dwójkami też się da, ale wysiłku wymaga to sporego) i koniecznie trzeba mieć na uwadze iż dalszy bieg to liczne zwałki, gęsta trzcina i wyrypa.
Zapraszamy na www.kajakiempopilicy.pl

Pod Pałacem Zwierkowskich, samochód wygłąda że jeździ OK :)

Zaraz po wodowaniu

Biała Wielka most na ul. Strażackiej

W wielu miejscach płytko a na dnie czysty piasek - płynąc pod prąd czasami brakuje wody by sprawnie wiosłować, ale tylko miejscami.

Pozostałości młyna

Prywatna kładka

Wiosennie, choć liczyłem na więcej kwitnących drzew.

Miejscami skarpy są wysokie a brzegi kamieniste (wychodnie wapieni i margli kredowych)

Jedna w sumie z 3 saren widzianych na brzegach. Ta ze zdjęcia chciała przedostać się na druga stronę ale przeszkodziłem zwierzakowi. Poza nimi pełno kaczek, dwie czaple siwe, trzy myszołowy, parę zimorodków, pliszki żółte i wiele innych.

Woda klar, taki prawdziwy klar

Mimo czyszczenia półnaturalny charakter dominuje. Tu trzeba mieć na uwadze że cały czas przynajmniej po jednej stronie jest teren zabudowany. Nie odczuwa sie tego w najmniejszym stopniu, czasem tylko widać domy czy ogrodzenia.

W najgłębszych miejscach jest na oko ponad dwa metry a dno jak na wyciągnięcie ręki.

Wylot z lelowskiej oczyszczalni

Fajnie jest

Miejscami sie zwęża mocno a nurt przyśpiesza.

Po lewej kościół, po prawej
(zdjęcia, nie brzegu) stary cmentarz na wzgórzu gdzie pierwotnie stał królewski zamek w Lelowie. Widać też ujście niewielkiego potoczku spod wzgórza - na całym odcinku takich cieków zasilanych z licznych źródeł jest ilość ogromna. Jedno z nich wypływa z "jaskini" (foto w relacji z
19.01.2019)

Kolejny mini dopływ

Pora zawracać - tu rzeka płynie przy samej ruchliwej drodze, zresztą kawałek dalej jest zwałka.

Ujście kanału (Potok Wąwoźnianka) od pobliskiego zalewu - wody ledwo ledwo...

Z prądem płynie się totalnie na luzie, wysiłku zero.

Na wysokich skarpach sporo lisich nor.

To miejsce
płynąc pod prąd wymagało nieco wysiłku i trzech prób by się przebić. Nurt może nie jakiś nadmiernie mocny ale pień płytko pod powierzchnią a operator po zimie nieco za bardzo zwiększył zanurzenie jednostki.

Mogę zrozumieć konieczność umocnienia brzegu ale czemu k...a śmieciami!

Wysięki ze szczelin skalnych na samym brzegu

Jeszcze raz ten sam krzak

Meijsce wodowania (za gałęzią na lewym brzegu) przy moście koło pałacu

Młyn w Białej Wielkiej i koniec oczyszczonego odcinka, dalej już czysta natura.

Powrót pod pałac - 2h to tak chyba max :(
Do narywającego kręgosłupa powiedzmy przywykłem, ale od jesieni doszło jeszcze biodro i jakoś nie bardzo jest się jak do tego przyzwyczaić. Tym bardziej że akurat idealnie uciska w newralgiczne miejsce boczek siedziska.
Powrót do spisu wycieczek »»»