Celem wyjazdu był nie tyle tytułowy Sobków co 3 położone w jego pobliżu miejsca nad Nidą, czyli coroczny objazd "strategicznych" punktów związanych z realizacją komercyjnych spływów kajakowych. Teoretycznie można wpakować 4 litery do samochodu i w ciągu 3h "tam i nazad" obrócić, ale co to za przyjemność? Tym razem obrałem trochę bardziej pokręconą marszrutę zahaczającą o leżący na północnym skraju Wyż. Miechowskiej Książ Wielki, skąd przecinając wzgórza Garbu Wodzisławskiego (genialne miejsce zbliżone do Miechowskiej) i łagodnie pofalowany wschodni skraj Płaskowyżu Jędrzejowskiego docieram do Doliny Nidy. W Bizorędzie wjeżdżam w Dolinę Białej Nidy +/- którą jadę aż do źródeł w Moskorzewie i szybko już krajówką do pobliskich Szczekocin.
Wyjazd bardzo, ale to bardzo udany. Pogoda mimo dość silnego wiatru wiejącego ze wschodu i północnego-wschodu też dopisała, a deszcze poszły gdzieś bokiem.
Po ostatniej jeździe na MTB i kolosalnym spadku wydolności po Wielkanocnej przygodzie trochę się bałem pojechać dalej. Okazało się iż niesłusznie, znaczy kondycji dalej brak, ale przy zachowaniu pewnej ostrożności i nie szarżowaniu jest OK. No tabletki profilaktycznie zabieram i bez porównania większą uwagę przykładam do właściwego nawodnienia.
Dystans ok. 175km, czas całego równe 11h (łącznie z fotkami, zwiedzaniem, obiadem), samej jazdy jakieś 1,5h mniej.
Trasa: Szczekociny - Raszków - Mstyczów - Książ Wielki - Stępocice - Wrocieryż - Imielno - Sobków - Rembieszyce - Chorzewa - Oksa - Kossów - Moskorzew - Szczekociny

Mapa wycieczki, link do
mapki on-line na GPSies, lub
mapki on-line na Wikiloc (nie jest to zapis GPS, jedynie trasa naniesiona ręcznie na mapę)

Piaszczysty leśny dukt z Chałupek do Gawronów.
Lekkie zaćmienie mnie tu dopadło i chyba siłą przyzwyczajenia (jak ze Szczekocin w Dol. Nidy to przez Słupię i Sędziszów) zamiast wygodnym nowym asfaltem do Sprowych jechać, skręciłem na piaseczek. Szczęściem popadało chyba wcześniej i twardo było.

Między Sprową a Raszkowem.

Kapliczka na rozstajach w sąsiedztwie dworu w Raszkowie, którą "odkryłem" podczas wycieczki w
sierpniu 2012r.

Rzeka Mierzawa między Czekajem a Krzelowem, w którym sporo starych ładnie położonych drewnianych domów.

Zdjęcie tej chaty w Mstyczowie chyba już kiedyś zamieszczałem, ale ma ona tyle uroku że raz jeszcze nie zaszkodzi.

Gdzieś między Mstyczowem a Klimontowem.
Ogólnie fragment trasy od Mstyczowa aż po wschodni skraj Wolicy porywający nie jest - trochę starego budownictwa, droga delikatnie, bardzo delikatnie falując biegnie garbem nad rozległą płaską źródliskową doliną Mieczawy (Mierzawy). Po prostu jedzie się monotonnie i nie ma na czym okaz zawiesić, dobrze że choć aromatu kwitnących drzew, koszonej trawy i śpiewu ptaków w tym słowików nie brakowało.

Monotonia urywa się jak nożem cięta na granicy wsi Wolica i Głogowiany, krajobraz zaczyna mocniej falować, widać że podłoże
lessy stanowią

Kapliczka na skraju Głogowian.

Dolinka niewielkiego dopływu Nidzicy na rozlewiskach którego w sąsiedztwie współczesnego Książa Wielkiego średniowieczne grodzisko "Kółkiem" zwane ulokowano. Co nieco o samym Książu w relacjach z wcześniejszych wycieczek, tym razem tylko krótki postój w cukierni i jadę dalej omijając pałac.

Ładne gospodarstwo w Wielkie Wsi k/ Książa.

Na południowym skraju lasu między Książem Wielkim a Małym rosną łany zawilców wielkokwiatowych - w końcu to Wyż. Miechowska i ciekawych muraw bez liku.

A to i skraj owego lasu.

W Książu Małym czyste źródła i potok płynący przez centrum, ciekawy XVw. kościół i kilka XIXw. kamiennych figur. Powyżej jedna z nich pochodząca z 1866r. jednak wszechobecne przewody elekt. nie pozwalają bez dłuższego obiektywu na sensowny kadr.

Z Książa wdrapuję się na pagórki Garbu Wodzisławskiego.

Ostatni rzut oka na położoną na południu Wyżynę Miechowską.

Rozległy otwarty zachodni skraj wsi Zaryszyn.
Skręcam o jedną przecznicę za wcześnie i muszę trochę cofnąć do XIXw. dworku, który okazuje się niezbyt ciekawym obiektem.

Rozpadający się kamienny domek w Woli Kryszyńskiej.

Pogłębiająca się dolinka koło leśniczówki Knyszyn i kilku małych stawów - zgodnie z mapą na podstawie której opracowałem trasę, odcinek od Książa M. aż do Wrocieryżu (czyli nie znany mi wcześniej) okazał się rewelacyjny zarówno pod względem krajobrazu, obiektów i samego ukształtowania do jazdy :)

Do Woli aż po Węchadłów dominuje zapach kwitnącego rzepaku.
W Stępocicach wyjeżdżam na DW768, ruch na niej był niewielki, a dolinka którą biegnie podobnie jak sąsiednia Dolina Nidzicy bardzo urokliwa i warto się tam wybrać kolejny raz.

Przydrożny krzyż w Lipówce.

W sąsiedztwie starsza kapliczka.

Widok w kierunku Łysej Góry.

Na Jurze taki widok jest rzadkością (swoją drogą spory kawałek szkapa wóz ciągnąć musiała, ponownie mijałem ten zaprzęg w Tomaszowie),

a tu dwa takie widoki na przestrzeni kilkuset metrów.

Rozłogi koło Węchadłowa.

Będzie pompa?

Węchadłów - pochodzący z końca XIXw. dwór w którym do lat 90-tych była szkoła i dobudowana do niego kaplica z 1927r. Obecnie szkoła mieści się w nowym budynku położonym w bezpośrednim sąsiedztwie, park jest zniszczony i niestety zaśmiecony, a szkoda bo całość ładnie położona...

Jednak największą "atrakcją" jest ten niepozorny i strasznie zarośnięty (czyli tak jak pałac w "moich" Włodowicach) budynek danego zboru ariańskiego, pochodzącego z 1559r. Są w necie zdjęcia na których nie ma jeszcze takich zarośli, obecnie kamień na którym umieszczono inskrypcję z datą widoczny jest, jednak zrobić czytelnego zdjęcia przez krzaczory zrobić nie mogłem. Da się wejść do środka, z tym że zbór ma piwnice z uszkodzonymi stropami więc jest to bardzo ryzykowne, a w środku poza śmieciami niczego nie ma...

Zrujnowany XIXw. pałac Dembińskich (związany z nim był generał Henryk Dembiński) w Górach.
Pałac w postępującej, galopującej raczej, ruinie oznaczony jako teren prywatny z zakazem wstępu, da się wejść do środka, ale strach, naprawdę strach. Pierwotnie musiała być to wspaniała kompozycja parkowo pałacowa, zlokalizowana na szczycie i silnie rozczłonkowanym zboczu sporego wzniesienia.

Otoczenie pałacu w Górach momentalnie skojarzyło mi się z niszczejącymi pałacami Dolnego Ślaska lat 90-tych.
Mapa wskazuje iż cały obszar między dolinami Mierzawy i Nidzicy usiany jest pałacami, starymi kościołami, kapliczkami, grodziskami i na 100% wrócę tam nie raz.

Już w Dolinie Mierzawy, za mną szybki (ok. 100m różnicy poziomów) i ładny widokowo zjazd. Przy pałacu trochę pokropiło, na dole znowu ładne słońce.

Mierzawa koło mostu w Wrocieryżu.

Na kredowym garbie między Mierzawą a Mierzawką dominują pola mięty.

j.w.

Wśród pól na rozstaju dróg samotne drzewo i pochodzący z 1904r. krzyż, w tle Góry Pińczowskie.

XIXw. kapliczka w Turze.

Parę lat temu szuter jeszcze do Mierzwina prowadził.

Wiosenne kolorowe Zegartowice w Dolinie Mierzawki.

XVIw. kościół pw. św. Piotra i Pawła w Mierzwinie.

Drogę między Mierzwinem a Imielnem wspominałem niezbyt miło, tym razem raz dwa i jestem w Imielnie, gdzie wybieram nieznaną mi jeszcze boczną drogę do Jakubowa.

Kolejna kapliczka na skraju Imielna i ponownie wszędobylskie druty :(

Wzdłuż torów wąskotorówki "Ekspres Ponidzia" ścieżkę rowerową zbudowano, trzeba sprawdzić na jakim odcinku.

Od DK78 przez Podlesie Leścińskie jadę kawałek piaszczystą polną drogą.
Musiało tu polać konkretnie bo piasek mokry a koło brzózek z większą prędkością wpadam w okresowy strumyczek i zażywam błotnego prysznica. We wsi rozmawiając przez tel. zagapiłem się, skręciłem w przeciwną stronę i dopiero jak mi położeni słońca przestało pasować sprawdzam mapę. Trzeba wrócić po własnym śladzie na właściwą trasę.

Antoniów - zjazd w Dolinę Nidy, do Mokrska dokładniej z rozległym widokiem na Wzg. Sobkowskie, Chęciny, Rzepkę, Grzywy Korzeczkowskie i Grząby Bolmińskie. Koło kościoła w Mokrsku zmieniam pierwotne plany jazdy wzdłuż Nidy bezpośrednio do Brzeźna i jadę do Sobkowa.

Fortalicja w Sobkowie.

A plany zmieniłem z prostego powodu - głodny byłem, 100km za sobą jakieś 70km przed i stwierdziłem że na eksperyment czas. Do tej pory podczas wycieczek zadowalałem się drożdżówka, czy snickersem/chałwą a obiad tylko podczas komercyjnych wycieczek, które siłą rzeczy max. po 60km liczą.
Ryzyk fizyk jak mnie pokręci to podjadę pociągiem z Sobkowa do Sędziszowa skąd do Szczekocin rzut kamieniem przez górkę, no 3 rzuty. Sama fortalicja i restauracja ładna, z tym że w karcie szału nie było (może w sezonie jest inaczej), ceny powyżej średniej w turystycznych miejscowościach Jury, ale powiedzmy akceptowalne. Jedynie cena kwasu zbójecka. Jedzenie OK, choć bez "łał" i myśli że jak tylko będę w pobliżu to muszę wstąpić. W każdym razie wyprzedzając fakty - eksperyment się powiódł, pacjent przeżył i jedzenie + 30 min. przerwa pozytywnie wpłynęła na dalszą jazdę.

Z Sobkowa za hałdą grysu z pobliskiego nieczynnego kamieniołomu skręcam w sosnowy lasek, kawałek jego skrajem i wypatrzoną na ortofotomapach ścieżką przez podmokłe łąki. Nim dotarłem do widocznych powyżej tarninowych zarośli przy moście kolejowym, jedne z butów SPD zaliczył chrzest bojowy w bagienku, co w dalszej jeździe potwierdziło wcześniejsze obserwacje o niezbyt dobrej wentylacji modelu SH-M089.

A to główny cel wyjazdu - Nida przy moście kolejowym w Brzeźnie, dokładniej chciałem sprawdzić jak wygląda nowo utworzona w tym miejscu "plaża".

Budowa nowej DK7 koło Brzegów. Między Brzeźnem a Brzegami rowerem uważając na ciężarówki dało się przejechać, samochodem nie ma mowy.

Kolejny pkt kontrolny - Nida pod mostem drogowym w Brzegach, skąd przez Szczepanów i Bizorędę jadę nad Białą Nidę.

Biała Nida poniżej Birorędy.

Dolina Białej Nidy.
W Jacłowie za mostem w lewo oczywiście znak D-4a (ślepa droga), co ma się nijak do rzeczywistości bo nie tylko rowerem, terenówką, ale i przeciętną osobówką da się przejechać.

Polna droga z Jacłowa przez rozrzucone siedliska w Dolinie Białej Nidy do Rembieszyc.

Rembieszyce Borki.

Droga do Lipnicy, szkoda że w tle las bo sosna rozłożysta a fantazyjna.
Dalsza trasa wiodła asfaltem do cmentarza w Lipnicy i szutrami przez Dziadówki do Mniszka.

Biała Nida z mostu w Mniszku.
Za mostem przez podmokłe łąki, po deszczach może być ciężko, do lasu widocznego na prawym skraju fotki i wygodnym szutrem/wąskim asfaltem docieram do Chorzewa.

Na wyjeździe z Chorzewa przecinam stawy hodowlane których duży kompleks położony jest w pobliżu wsi.

Przez Caców odcinek bardzo sympatyczny, dobra nawierzchnia i całkowity spokój, zresztą między Brzegami a Oksą minęło mnie może z 15 samochodów!

Biała Nida w Popowicach, we wcześniejszym Tyńcu kupuję zapas picia tak by nie wracać ostatnich 30km na sucho.

Kościół św. Mikołaja w Oksie, pierwotnie zbór ariański.

Stawy hodowlane w Dolinie Białej Nidy w Oksie.

Leśny dukt między Biała Nidą a Kwilinką.

Rzeka Kwilinka, miejsce gdzie przez chwilę lekko zwątpiłem w mapę i własną pamięć.
Wyjeżdżam z lasu na mostek i
déja vu - już tu byłem, tak samo powalone drzewa w rzeczce, kiepska barierka, dalej stawy, no ale jak i kiedy? Dopiero po chwili oglądania mapy widziałem że być tu nie mogłem, ale przez bardzo podobne miejsce leżące w pobliżu przejeżdżałem
zeszłą jesienią.

Ponownie Kwilinka poniżej młyna w Kossowie i kotłująca się ławica rybek.

W stronę zachodzącego słońca oraz kościoła w Dzierzgowie, rowerowym szlakiem "Miejsc Mocy".
Cały odcinek między Brzegami a Dzierzgowem to ciągłe kluczenie bocznymi drogami, duktami i mimo iż płasko tu to o nudzie/monotonii odczuwalnej "rankiem" w źródliskowej dolinie Mierzawy mowy być nie może.

Moskorzew, staw Stok, źródła Bialej Nidy, kilka fotek z Moskorzewa
w relacji z lipca 2013r.
Późno się robi, odpuszczam powrót przez Wywłę i decyduję się na jazdę DK78. Niby wąsko, przez większość brak pobocza, ale odległość podobnie jak ruch niewielka. Wykręcając naprawdę niezłą średnią po kilku chwilach jestem w Szczekocinach. Rower do samochodu i do domu, ale na wyjeżdzie z miasteczka strzeliło mi do głowy zatankować jeszcze. Był to błąd, gdyż klekot ponownie odpalić nie zechciał, aku padło całkiem. Na szczęście w sąsiednim barze dostałem namiar na speca z sąsiedztwa, kabelki podłączone i złom zagadał bez zająknięcia. Miałem aku wymienić już wcześniej bo od zimy kiepsko z nim było, ale jakoś działał, aż przestał. Dobrze że w takiej sytuacji, a nie podczas jakiegoś spływu na "końcu świata". W każdym razie motywacja na tyle skuteczna że w sobotę przed południem już nowy zamontowałem.
Powrót do spisu wycieczek »»»