Przed południem cotygodniowe zakupy w Zawierciu, a później kolejny poniedziałek na kajaku, ponownie krótka i łatwa trasa. Tym razem górny bieg Pilicy między Przyłękiem a Łysakowem, czyli ostatni fragment nieuregulowanej rzeki powyżej Koniecpola. Relacje z wcześniejszych spływów tym odcinkiem są pod datami:
12.10.2014 i
12.09.2016, a ze spływu wyższym odcinkiem Szczekociny - Przyłęk z
27.05.2020.
Komercyjnie na Górnej Pilicy i Krztyni jesteśmy bardzo często, ale to już zapraszam na
www.kajakiempopilicy.pl
Pogoda do pływania OK, jak zajechaliśmy do Przyłęku symbolicznie pokropił gorący letni deszcz. Później już tylko straszyły burzowe chmury w oddali. Minus olbrzymi jak teraz wszędzie nad rzekami / w lasach to ogromne ilości komarów i gzów "gryzących" bezlitośnie.
Poziom wody na wodowskazie
Wąsosz 174cm
Spływ ok. 8km trwał ok. 1h i 40 minut + godzinny 6km spacer lasem po samochód.
Fotki z wodoodpornego pstrykadła.

Startujemy koło mostu drogowego w Przyłęku.

Pilica powyżej spalonego młynu w Łąkietce.
Ten króciutki kawałek bardzo fajny, płytki z piaszczystym dnem i kilkoma zatopionymi drzewami.

Dopływamy do ruin młyna, niedawne burzowe fotki są w relacji z
początku lipca 2020r.

Mini "bystrze" pod mostem kolejowym.

Pływanie synchroniczne ;)

Poniżej Przyłęku przeszkód jest dużo mniej niż na odcinku Szczekociny - Przyłęk, ale trochę manewrować kajakiem trzeba.

Raz jest szeroko...

a raz wąziutko i rzeka kręci bardzo mocno stąd część fotek pod słońce.

Niskie skarpy zamieszkiwane masowo przez brzegówki.

Kolejne przeszkody.

Na Górnej Pilicy.

Piaszczyste zakole z brzezinką na +/- wysokości Gródka.

Manewry dziwne i dziwaczne,

oraz ich ciąg dalszy.

Ciasne meandry Górnej Pilicy.

Pilica widziana z miłej suchej łąki porośniętej murawami psammofilnymi z macierzanką i rozchodnikiem.
Niestety o ile wyjście na skarpę szerokie i łagodne to domniemany piaseczek na brzegu paskudnym błotem się okazał.

Wody było dość dużo jak na lato (174cm wodowskaz Wąsosz k/Koniecpola) i nurt czasem znosił na naturalne szykany.

Chmurki gdzieś od Koniecpola coraz bardziej gęstnieją i się wypiętrzają.

Lodóweczka i zator ze śmieci niedaleko końca odcinka.

Niebo straszy coraz mocniej.

Górna Pilica

Ostatni meander

Koniec na skraju Łysakowa.
Niebo straszy konkretnie, zaduch lepki i mało zachęcający do wędrówki po samochód pozostawiony w Przyłęku. Ale wyboru nie było - przez nadpilczańskie łąki/pola i suche sosnowe bory marsz. Skrótem często jeżdżę rowerem a i samochodem też nie raz nie trzy, tym razem do szybkiego marszu dopingują odległe pomruki burzy i chmary rozjuszonych gzów. Udało się nie zmoknąć, burze tym razem poszły bokiem.
Powrót do spisu wycieczek »»»