Dział O JURZE - Świat legend - Znane i nie znane legendy Jury Środkowej

Przy ogniku oprócz śmiesznych anegdot, gdy zmrok już zapadnie zaczynają się opowieści o duchach. Nie zamierzam tu opowiadać o duchach rycerzy i księżniczek, na to jeszcze będzie okazja, ale o demonach które straszyły w dawnych czasach mieszkańców Jury Środkowej. Większą część z nich to bogowie lub półbogowie z wierzeń prasłowiańskich. I w naszych czasach po całym dniu wspinania opowieści o nich mrożą krew, wtedy łatwiej kogoś przytulić do siebie.


Złoczyń - Król Węży
Podobno w dawnych czasach wokół Kroczyc było pełno gadów, żmij i węży. Od pokąszeń ginęło dużo bydła i w dodatku gdy padło nie nadawało się do zjedzenia. Pewnego razu zakopuje chłop swoją pokąsaną krow , a tu idzie jakiś podróżny i pyta się dlaczego zakopuje tą krowę. Gdy chłop mu wytłumaczył, podróżny spytał się czy jest tu w pobliżu gwiżdżąca żmija. Chłop stwierdził że takiej nie spotkał.
- To ja wam zażegnam (czyt. usunę problem) te żmije- rzekł.
''Widać to jakiś czarownik'' - pomyślał sobie chłop i wykopał dół jaki sobie zażyczył ten czarownik ze specjalną kładką. Czarownik stanął na kładce, podniósł ręce do góry rzekł parę zaklęć i żmije zaczęły się schodzić do dołu i już wydawało się, że teren został oczyszczony a tu idzie Złoczyń.
Podróżny pobladł i powiada
-Aj, to żmij Złoczyń, to moja śmierć idzie.
I faktycznie, gdy król żmij się zbliżył, zagwizdał, wtedy wszystkie żmije rzuciły się na czarownika. Do tej pory wzniesienie za Kroczycami zwie się Góra Żmijów. W tej chwili jakiegokolwiek węża na terenie Jury jak na lekarstwo, co bardzo martwi ekologów gdyż brak ich powoduje zachwianie ekosystemu.

Skarbnik
Myślę, że powinna was zainteresować legenda o Skarbniku, panu podziemi. Na terenie Jury były mniejsze lub większe kopalnie, szpatownie (wyrobiska kalcytu, dzięki czemu mamy więcej jaskiń), kopalnie rud różnych metali, a nawet węgla. Więc przesąd w ducha podziemi i tu taj dotarł ze Śląska. W Olkuskich kopalniach najczęściej jak Skarbnik się pojawiał to przynosił tragedie, ale bywało, że przynosił i szczęście. Oto jedna z legend o pozytywnym skarbniku.
W starym Olkuszu był jeden górnik, którego nie wiadomo za co wszyscy nie lubili.Więc dostawał samą trudną robotę ze słabymi złożami rud, ledwo na chleb mógł zarobić. Straszna bieda gnębiła całą jego rodzinę aż się raz rozpłakał. Tak płacze a tu taki jeden pojawił się przed nim i się pyta:
- Czego tak beczysz?
- A bo ciężko pracuję, a na życie nie starcza
Skarbnik się nad nim ulitował i mówi:
- Chodź tu taj i rób w tych skałach co ci wskażę
Po paru uderzeniach kilofem okazał się tam sam czysty kruszec i galman jak żywica. Na fedrował tyle, że miał całą taczkę pieniędzy. I z tymi pieniędzmi udał się do kopalni. Spotkał Skarbnika
- Masz, weź, należą się ci za pomoc
- Dzięki temu żeś taki życzliwy zatrzymaj sobie wszystko, gdybyś był chciwy nic byś nie zatrzymał.

Opowieści jaskiniowe i tajemne tunele
Z Olkuskich kopalni srebra i ołowiu , przenieśmy się bliżej Częstochowy. Koło wsi Trzebniów jest góra Bukowie, tam na szczycie jest jaskinia, była to kiedyś kopalnia szpatu, jak miejscowi nazywają kalcyt. Przez wiele lat stamtąd wydobywano szpat dla huty szkła, wywożono go pełnymi furmankami. Ludzie powiadają, że jaskinia jest tak rozległa i głęboka że sięga aż do Jasnej Góry w Częstochowie.
Ale skąd to wiedzą?
- No bo, Panie puściliśmy gadzinę tj. jakieś zwierzę)
- Jaką gadzinę?
- Kaczkę ! a jak wyszła na Jasnej Górze to była cała fioletowa ! tak to daleko.
- ???
- No bo, w jaskini brak powietrza i się gadzina dusi!
Legendy, legendami. Jaskinia niestety nie ma chyba 100m długości ale może kiedyś speleolodzy z wyeksplorują ją do Jasnej Góry.

Licho czyli diabełek z Góry Rzędowej
Między wsiami Bzów a Karlin na szczycie Góry Rzędowej stoi masyw skalny zwany skała Rzędowa, no bo jakby inaczej. W tej skale jest mała jaskinia- ciekawy tunel o długości około 40m. Według miejscowych przekazów w tej jaskińce mieszkało kiedyś licho, czyli pewna odmiana diabła. Kiedy ludzie szli wcześnie rano do pracy w bzowskim kamieniołomie, za sprawą owego diabełka, błądzili we mgle, spóźniali się do pracy albo w ogóle nie docierali.
Dopiero ustawienie na szczycie skały krzyża przepędziło piekielne moce. Jako ciekawostkę trzeba tu zaznaczyć że krzyż stoi dopiero od niecałych siedmiu lat, czyli dopiero w dobie kapitalizmu zaczęło ludziom zależeć aby trafiać do pracy na czas, za komuny można było być wodzonym przez licho we mgle, jakże często prosto do knajpy! Teraz ponoć czasami spotykają się tam szataniści z jednego z zawierciańskich ogólniaków, ciekawe tylko dlaczego po nich zostaje tyle butelek po alkoholu.
Inna legenda mówi że w ogóle tam licha nie było, a jaskińka to koniec tunelu między skałą a widocznym na horyzoncie zamkiem Ogrodzienieckim. "Jeśli ktoś nie wierzy to niech sam sprawdzi" tak mówią miejscowi. Trzeba zaznaczyć, że można tam nieźle w spokoju się po wspinać.

Bobolickie skarby
[J. Zinkow, Podania i legendy Szlaku Jurajskiego, Częstochowa 1983.]

W Mirowie i Bobolicach jest bardzo stara legenda o duchu kobiety zabitej przez męża rycerza po zdradzie z bratem męża. Ale obiecałem opowieści o duchach rycerzy opowiedzieć kiedy indziej. Żył sobie w Bobolicach chłop Bialika. Pewnego razu na sobótkę (noc świętojańska) udał się do lasu aby szukać kwiatu paproci. Siedzi tak i widzi światełko w ciemności nad krzakiem paproci. Światełko się unosi i gdzieś ulatuje. To Bialika biegiem za nim. Tak dobiega do zamku w swojej wsi. Światełko znika gdzieś przy murach. Następnego dnia opukuje ściany i znajduje naczynia domowe w srebrze i złocie. Sprzedał to potem żydom z Lelowa (czyżby Cadykom), ale się nie znał na cenie więc niewiele za ten skarb dostał. Inne opowieści mówią, że jednak zarobił sporo pieniędzy, bo ponoć kupił ziemie w Dzibicach, ale jest to chyba tylko zbieżność nazwisk. Ale wygląda na to, że skarby bobolickie zostały już znalezione w XIX wieku.

Czarownice
Powiadają że chcąc poznać kobiety które zajmują się czarną magią, trzeba mieć specjalne zioło z łąk krocyckich z G.Apteka. Ziele to należy zdobyć w specjalny sposób. Trzeba się udać na łąkę tuż przed zachodem słońca, schować się pod krzakiem i czekać na czarnego ptaka z piekła rodem. Ptak ten zlatuje tu i posila się wyłącznie tym zielem, od zachodu do północy. Kiedy podglądając ptaka już wiadomo które to ziele to następnego trzeba rozłożyć pod krzakiem czerwoną chustkę (tylko okruchy z uczty ptaka mają moc magiczną) i to co spadnie trzeba zażyć. Gdy się zażyje bez problemu rozpozna się czarownice w kościele podczas mszy. Będą wydawały się że są nago, o ognistych czerwonych oczach i wiadrami na głowie.

Strzygi i strzygonie
Jeśli przyjdzie na świat dziecię o dwóch duchach, złym i dobrym, co zaraz po tym można poznać, że z zębami się rodzi, to po śmierci człowiek taki zostaje "zębatą strzygą". A to dlatego, że ksiądz przy chrzcie, chrzcząc jednego ducha, drugiego zostawia w człowieku na jego i ludzi nieszczęście. Dobry bowiem duch, zaraz po śmierci uchodzi do nieba, a zły pozostaje w ciele. I skoro się tylko zajdzie zmierzch, taki człowiek chce czy nie, wychodzi z mogiły i idzie dusić ludzi i bydlęta. W rejonie Jury straszyły głównie męskie odmiany tych zombi, czyli strzygonie.Te legendy straszyły ludzi oto jedna z nich. Umarł chłop który miał dwa cuchy i z tego powodu był strzygoniem. Po śmierci przychodził do swojej żony i powiada "żebyś mnie nie wydała bo umrzesz". Kobieta się tak wystraszyła i nic nikomu nie powiedziała. Nieboszczyk przychodził do niej każdej nocy. Narżnął sieczki dla bydła, opatrzył całą zagrodę, z nią się przespał, a jak ranek się zbliżał to wracał do grobu. Pewnego razu wracając od żony, spotkał się ze swoim dawnym znajomym, który go poznał. Domyślił się on że musi to być strzygoń i może zrobić wiele złego, niewiele myśląc trzasnął go w twarz. Za życia był on silniejszy od strzygonia, więc i teraz go powalił i zmusił do ucieczki. Wieść o tym rozniosła się po wsi, dano znać księdzu, który kazał strzygonia wyjąć z grobu, włożyć mu kartkę z jego imieniem pod język, przewrócić na dół twarzą i łopatą uderzyć go po tylnej części ciała. Tak radzono sobie z strzygoniem, czyli jurajskim zombi. Odmiana żeńska tych demonów czyli strzyga, mniej straszyła dawnych mieszkańców Jury. Najczęściej stwór ten ograniczał się do niszczenia ubrań i bielizny. W języku polskim ślady po tym demonie zostały w słowie strzyc.

Zmory
Są zmory rozmaitego rodzaju i tak: jedne wysysają krew z piersi tylko ludzi, inne z bydła i trzody, inne wyciągają soki z roślin, a i są takie co osuszają źródła, rzeczki i stawy. Są i takie co duszą we śnie swe ofiary. Skąd się biorą zmory?
Gdzie siedem dziewczyn się urodzi , to jedna z nich będzie zmorą. Jak ona przyjdzie przez okno, lukę w drzwiach, szepcze do ucha ofierze aby spała, przewraca ją na plecy, siada na piersi i zaczyna ssać. Trzeba w tedy ją chwycić i trzymać, mimo gróźb i próśb. Aż pokaże się kobieta w tedy trzeba jej obciąć warkocz.
Oto jedna z legend.
W pewnej wsi chodził kawaler do dziewczyny. Przyszedł kiedyś po pracy zmęczony był więc zasnął. Śpi a tu go zmora dusi. Zerwał się i trzyma. Poszedł do pokoju obok a tam jego panna martwa leży. Ona była zmorą padła bo nie mogła go wyssać. Ale czy ona na pewno była zmorą nie wiadomo, bo podobno miała tylko trzy siostry. Zwróćcie uwagę z kim się zadajecie pod skałkami.

Lekarstwo na uroki
Urok może rzucić każdy kto ma "złe oczy", objawy są takie jak : ból głowy, pleców, albo jakieś inne nieszczęście (jak mi wytłumaczył miejscowy znachor, objawami uroku może być, brak sprężu do wspinania albo nie udane prowadzenie). Uroki leczyć trzeba tak: zetrzeć złe spojrzenie bielizną, jeśli kobieta rzuci to majtkami kobiecymi, a jak chłop to męskimi. Obetrzeć głowę albo tam gdzie rzucone złe spojrzenie, mija od razu jak ręką odjął. Oto przykład: pewnego razu wyjeżdżał chłop końmi , a one piana z mordy i ani kroku, pobiegł po majtki kobiety, obtarł nimi pysk i pomogło.

Inne duchy
Świat naszych przodków zamieszkiwało mnóstwo demonów i bogów.
Płanetnicy lub Płatowcy- duchy chmur (płaneta czyli chmura, już nie spotykane) sprowadzał deszcz i gradobicie.
Świstun - duch wiatru, potrafił rzucić kogoś ze skały.
Leśny - duch lasu, gniewał się gdy ktoś straszył zwierzynę.
Topielec - forma wodnika szkodzącego ludziom.
Ale większości brak o nich legend, które musiały kiedyś istnieć, gdyż nazwy te czasami się uda usłyszeć w mowie potocznej.

Swawole Włodka
Prawie wszyscy co przejeżdżają przez Kroczyce zastanawiają się, skąd taka nazwa. Oficjalnie podaje się, że od prasłowiańskiego imienia Krok, co miało znaczyć to samo co Krak czyli krzepkiego mężczyznę. Najstarsze zapiski o Kroczycach pod tą nazwą datowane są na 1262 rok, ale istnieje podanie ludowe.
Dawno temu mieszkał właściciel wielu wiosek. Prawdopodobnie nazywał się Włodek, z tych Włodków co na zamku w Ogrodzieńcu rządzili. Nic mu w głowie nie było tylko dziewczyny. Dla seksu potrafił zrobić wiele a że szlachcianek chętnych nie było za wiele w okolicy, nasz bohater używał sobie z wiejskimi dziewczynami z swoich włości. Jeździł to tu, to tam, a z każdą panną inaczej. Więc miejscowości zaczął nazywać od ulubionych części damskiego ciała. Tak oto powstała nazwa Kroczyce. A że to nie jest legenda, świadczą o tym takie nazwy które można na starych mapach znaleźć. Piaseczno nazywało się do 1954r Dupice, wieś Przyłupsko podobno do początku XXw nazywało się Przydupsko. A i aktualna nazwa wsi Kostkowice oraz wsi Dziewki, mają tą samą entomologie.
Jak mi wytłumaczył pewien sędziwy mieszkaniec Kroczyc, nazwa wsi Dzibice tłumaczyło by się teraz jako Cipice. Ponoć inne seksualne nazwy innych wsi nie wytrzymały próby czasu.

Filar Wyklętych
W początku maja 1952r trzech alpinistów: Długosz, Rubikowski i Stefański, stylem hakowym poprowadzili drogę na pięknej części wzniosłej ściany na górze Zborów. W tym okresie akurat byli oni dyskryminowani przez ówczesne władze Sekcji Alpinizmu PTTK, która zrzeszała taterników po rozwiązaniu Klubu Wysokogórskiego. Nie zostali oni przyjęci na obóz zimowy dla instruktorów za rzekomo złą postawę polityczną, a były to wesołe lata stalinowskie, i w żartach mówili o sobie, że zostali "wyklęci".
Od nich to tą przepiękną skałę nazywamy Filarem Wyklętych.

Mściciel z Okiennika
Zwiedzając skałę Okiennik Wielki, która stoi między Skarżycami a Piasecznem na pewno zauważycie, w ścianach górnego otworu zwanego oknem, otwory jakby po drewnianych belkach. W innym miejscu widać wyrażenie kute w skale schody. A schodząc ścieżką między krzakami możemy wyodrębnić wyrażany wał ziemi. Czyżby tu był jakiś zamek?
Niestety zamku tu nie było a była drewniana warownia z którą związana jest pewna legenda.
A było to tak:
Dawno temu pan na zamku w Morsku miał przepiękną córkę. Był bardzo dumny z córki i chwalił się jej urodą przy każdej okazji, planował wydać ją za kogoś bogatego. Pewnego razu poznała ona przystojnego, młodego, choć ubogiego szlachcica. Młodzi zakochali się w sobie od pierwszego spojrzenia. Widać byli sobie przeznaczeni. Ojcu panny bardzo się to nie spodobało, a że natury był bardzo porywczy i okrutny, nakazał jej areszt domowy. Ona tęskniąc za ukochanym, odmawiała spożywania jadła a potem nawet picia. Ojciec swoją nieustępliwością doprowadził że córka zmarła z wyczerpania. Jej kochanek szalał z rozpaczy, postanowił pomścić śmierć swej lubej śmiercią dręczyciela. Zebrał sporą grupę młodych krzepkich chłopców, także nie lubiących pana na zamku w Morsku i stworzył z nich zastęp wojów. Jako główną siedzibę wybrał sobie Okiennik Wielki, budując tam warownię. Widocznie miał jakieś poparcie społeczne w formie przyzwolenia na zemstę, gdyż ze szczytu Okiennika widać jest wieżę kościoła w Skarżycach a w tamtych czasach tu skarżono tj. sądzono przestępców. Blady strach padł na mieszkańców zamku w Morsku. Zbrojna banda wojów mściciela nie dopuszczała i nie wypuszczała nikogo na i z zamku, zabijając każdego. Po paru miesiącach zaczęło brakować żywności, a nikt oblężonym nie szedł na pomoc. W końcu dumny pan na Morsku dał rozkaz, aby kto żyw wziął wszystko, co tylko może uchodzić za broń i wyszedł w pole na walną rozprawę. Oddział mścicieli czekał na to w pobliżu i jak tylko się bramy zamku otworzyły ruszyli na siebie do walki zastępy Mściciela i pana na Morsku. Bitwa rozpętała się okrutna, zamek stanął w płomieniach. Aż wreszcie stanęli twarzą w twarz, Kochanek i Ojciec dziewczyny do śmiertelnej walki. W trakcie wymiany ciosów naraz oboje przebili sobie serca, konając na miejscu. Inna wersja tej historii mówi że pan na Morsku porwał żonę temu szlachcicowi i dlatego się mścił.

Licha z Sokolich Gór
Nie daleko od zamku w Olsztynie widać Góry Sokole. To tam speleolodzy ćwiczą przed wyjazdem w tatrzańskie jaskinie w przepięknych jaskiniach jurajskich do których nikt nie odważy się wejść bez liny. Z tymi górami związana jest bardzo stara legenda o diabłach, diabełkach i lichach, mieszkających w jaskiniach i skałach, których pełno jest w tych górach. Jest taki jeden dzień w roku, kiedy najważniejszy z diabłów zwołuje do siebie wszystkich innych i nakazuje że teraz jest ich święto. Zbierają się w tedy na szczycie Pustelnicy ustawiają się w rzędy jak do ataku na wroga i na dany sygnał zbiegają z góry na dół na złamanie karku, strasznie przy tym hałasując. Nie mając przeszkody pędzą, biegną. Ani krzaki, ani drzewa, ani skała, nic nie potrafi ich zatrzymać. A kto na swoje nieszczęście akurat znajdzie się na ich drodze, niechybnie zginie. Dopiero po szaleńczym biegu, diabełki i licha znikają gdzieś, jakby zapadły się pod ziemię i jeśli najważniejszy z nich uzna, że mało harców, pojawiają się z powrotem na górze i znów pędzą na zgubę każdego kto stanie na ich drodze.

Pana Boga obiady
Niedaleko Podlesic znajduje się góra na której jakby zebrały się w jedno miejsce prześliczne ostańce . Pewnie się domyślacie, że mowa o Górze Zborów. Tuż obok G.Zborów jest drugie równie śliczne wzniesienie, to Góra Kołoczek. Na tej górze stoi skała nazywana przez alpinistów Głowa Cukru lub Jarzębinka a zapomniana jej nazwa to Pszczela Skała, bo tu gnieździły się kiedyś pszczoły. Poniżej tej skały są dwa inne ostańce o bardzo płaskich szczytach, zwane przez alpinistów Okręt i Kajak, dawniej posiadające ludowa nazwę Pański Stołek i Pański Stół.
Z tymi dwiema skałami związana jest pewna legenda:
Dawno temu Pan Bóg czasami schodził na ziemię odpocząć lub. Pewnego razu przebywając w rejonie tych skałek Pan Bóg zauroczony widokiem zapragnął tu spożyć obiad. Zamienił jedną skałę w stołek, a druga w stół. Poczym usiadł i podziwiał swoje dzieło, a anioły przyniosły mu obiad.

Barwinek
W lesie koło Morska stoi skała o podwójnym szczycie zwą ją Barwinek, jak i cały okoliczny las, ale posiada ona jeszcze dodatkowo nazwy Mąż i Żona lub Chłop i Baba. Związana z tym miejscem jest legenda o zaczarowanym w skałę małżeństwie. Dawno temu żyło sobie małżeństwo, które straszliwie się kłóciło. Sprzeczali się o wszystko, a najczęściej o sprawy błache. Hałas był tak straszny, że docierał do nieba i do piekła. Nie wiadomo która to z mocy - niebiańska czy piekielna - na to wpłynęła, ale pewnego razu, gdy szli lasem oczywiście kłócąc się zawzięcie, przebrała się miara i zostali zamienieni w skałę, stojącą do dziś w barwinku. I tak oto nastąpił spokój na ziemi. Inna wersja tej legendy opowiada o niespełnionej miłości małżeńskiej.

Partyzanci i grotołazi
W latach sześćdziesiątych, kiedy nie było jeszcze asfaltu na drodze między Niegową a Mirowem, powstała opowieść o duchach. Droga ta znana była z nawiedzanych to miejsce złych mocy od dawien dawna. Podobno nie daleko kapliczki był grób dwóch partyzantów. Pewnego razu - późno w nocy - szła tamtędy pewna kobieta. Idzie a tu zza krzaków oni wychodzą. Hełmy na głowach, na twarzy ziemia z grobu i dzwonią strasznie. Nic innego tylko duchy partyzantów. Przeżegnała się i uciekła do domu. Po latach, usłyszałem jakby dalsza część tej historii, opowiadaną przez dwóch starszych grotołazów, gdzieś przy ognisku. Kiedyś wyszli bardzo późno z jaskini Piętrowa Szczelina, a było tuż po jej odkryciu. Idą i schodząc już na drogę spotykają jakąś kobiecinę. Pomyśleli, że spytają się o nocleg, bo autobusu na pewno już nie ma, a iść na nogach to wszędzie daleko. Kobiecina jak ich zobaczyła, podskoczyła, coś krzyknęła, rzuciła wszystko co miała i pobiegła w kierunku Mirowa.

Skrzypkowa Skała
Nie daleko Morska, idąc ze wsi na zamek, mija się skałę zwaną Popielarka. Skąd ta nazwa? Nie wiem. Ale skała ta posiada również inną nazwę - Skrzypkowa Skała. A z tym mianem wiąże się pewna legenda. Dawno, dawno, temu skała ta stała na polanie (teraz w gęstym lesie), a miejscowa ludność przychodziła pod nią na zabawę i tańce. Mieli jednego bardzo dobrego skrzypka. Otóż grajek ten zakochał się w pewnej dziewczynie. Ale on na tańcach grał na swoim instrumencie (podobno na szczycie skały, a dla alpinistów podam że najłatwiejsze wejście na skałę, ma w skali UIAA bardzo trudne), więc ona tańczyła z innymi i szybko znalazł się nowy adorator. Nasz skrzypek po różnych sposobach odzyskania lubej, pozbył się konkurenta przy pomocy sztachety. Za co go potem sądzono na sądzie w Skarżycach.
Inna wersja tej legendy mówi, że to sam diabeł, ubrany w czerwony kubraczek i spodnie, grał na skrzypkach na szczycie skały. Grał muzykę której nikt nie mógł się oprzeć, więc ludność szła na tańce zamiast do kościoła. W ten sposób diabeł zdobywał dusze do piekła mamiąc ludzi.

[Opowieści zebrał, opracował i udostępnił: Mariusz 'Mikołaj' Dąbrowski]
Z wyjątkiem nielicznych fragmentów gdzie podaję autora, wszystkie teksty, zdjęcia, kod i layout na stronach www.jurapolska.com, www.jurapolska.pl, www.kajakiempopilicy.pl są mojego autorstwa i wykorzystanie ich na jakimkolwiek polu możliwe jest tylko i wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody.

JuraPolska.com - z nami poznasz Jurę


2001-2018 © Michał Demel
tel. 692 47 58 25 lub 602 29 58 24
JuraPolska.com & KajakiemPoPilicy.pl